Forum Leśna Jazda Strona Główna Leśna Jazda
Forum dyskusyjne leśnych motórzystów.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sprawozdanie - IX Zlot - Janów Lubelski 27-30.06.2013 r.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Leśna Jazda Strona Główna -> Kronika Leśnej Jazdy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Edyta
S2a
S2a



Dołączył: 31 Sty 2013
Posty: 117
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Lubaczów
Płeć: Motórzystka

PostWysłany: Czw 08:04:12, 04 07 2013    Temat postu: Sprawozdanie - IX Zlot - Janów Lubelski 27-30.06.2013 r.

Zlot się zakończył, szczęśliwie dotarliśmy do swoich domów, więc teraz opiszę jak było. Dla tych którzy byli - podsumowanie, a dla tych których nie było - do poczytania. Być może komuś coś umknęło, lub się zdrzemnął, lub gdzieś się zagubił.
Czwartkowe popołudnie – przyjazd uczestników zlotu : Jedni już są, inni powoli docierają do bazy. Jedni od drugich bardziej zmęczeni po wielogodzinnej jeździe. Nowo przybywający zgodnie kierują się do biura zlotowego, gdzie rządzi nasz przyjaciel Krasu. Piotr wita wszystkich, mierzy, waży, zapisuje, notuje, informuje, obdarowuje prezentami i kieruje do recepcji po kluczyk do pokoju.
Znajomi czule i serdecznie się witają, mniej znajomi przedstawiają i pozdrawiają, każdy opowiada o swoich przebytych kilometrach, jednakże wszyscy chcą jak najszybciej ulokować się w swoich pokojach, rozpakować, przebrać, rozprostować nogi, a przede wszystkim napić piwa. Integracja następuje w błyskawicznym tempie, wciąż dojeżdżają pozostali zlotowicze. Ok. godziny 23 przyjeżdżają chyba ostatni uczestnicy, niestety zepsutym motocyklem. Tym razem to na nich tym popadło, ale i tak dobrze, że jakoś dotarli do celu. I tak pierwszy wieczór integracyjny przeciąga się do późnych godzin nocnych, a raczej porannych.
Dzień I – piątek : Pogoda dopisuje. Śniadanie obfite, na bogato, podobno najważniejsze danie żur-kac – jest (zupełnie nie wiem po co, przecież nikt nie miał kaca), ale dobrze, że był, prawda?.
Zgodnie z planem szykujemy się do drogi.
Pierwszy punkt zwiedzania – kontenerowa szkółka leśna l-ctwo Marynopole w Nadleśnictwie Gościeradów. I oczywiście na dzień dobry znowu śniadanie, stoły przygotowane, czym chata bogata, znowu jemy, jemy, jemy. Lekko ociężali ruszamy za Panem Nadleśniczym Arturem Kłosowskim w celu złapania odrobiny wiedzy na temat tej wzorcowej pięknej szkółki. Pan Nadleśniczy wyczerpująco zaznajamia nas o produkcji materiału szkółkarskiego, a sadzonki tegorocznego dębu są zaskakująco dorodne.
Następnie udajemy się w dalszą drogę w celu zwiedzenia fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku.
Fabryka przytłaczająca, bardzo duża. Nie znamy się na tego rodzaju technologii ale zaglądamy w różne zakamarki, a szczególnie „zawieszamy” się na mrówczej, monotonnej pracy kobiet, które „siedzą i zawijają sreberka”, bo tak naprawdę to i tak nie wiemy co tam zawijały. Każdy odniósł wrażenie, że tego typy praca jest smutna i przygnębiająca, w dodatku w niemiłym zapachu i hałasie. W takim momencie doceniamy, to co robimy.
Obiad - znowu jemy, jemy, jemy.
Następnie udajemy się w odwiedziny do Nadleśnicwa Kraśnik.
Pan Nadleśniczy Mirosław Mach podejmuje nas w Sali edukacyjnej, zgadnijcie co dostajemy od samego wejścia – hura, znowu jedzenie! Było to dopełnienie obiadu czyli deser, przepyszne ciasto, kawa. Już dobrze „pojedzeni” lokujemy się na siedziskach i będziemy w końcu podejmować jakąś wiedzę.
Pan Jacek Frankowski z wykształcenia leśnik, z zainteresowania historyk, z zawodu karykaturzysta m.in. nagrodzony „Złotą Szpilką 91” za projekty lalek do telewizyjnej szopki „Polskie ZOO” barwnie opowiadał nam o Ludwiku Benedyktowiczu – leśniku, polskim malarzu, uczestniku powstania styczniowego. Wprawdzie węglowodany dawały już dobrze o sobie znać, po obiedzie i deserze, i coraz mocniej nam się ziewało, to i tak z zainteresowaniem wysłuchaliśmy tych opowieści.
W drodze powrotnej do bazy składamy symboliczną wiązankę kwiatów pod krzyżem upamiętniającym poległych powstańców styczniowych.
Powrót do bazy. Ogarniamy się szybko idziemy na oficjalne otwarcie Zlotu. Pan Nadleśniczy Nadleśnictwa Janów Lubelski Henryk Rążewski i Pan Dyrektor Grzegorz Lenart oficjalnie witają zlotowiczów. Witamy również delegację zaproszonych miejscowych motocyklistów Tolka z Iwoną, Andrzeja i Leszka.
Rozpoczynamy konkursy zlotowe, bo przecież są jakieś nagrody do zgarnięcia, każdy chce do domu coś przytargać, żeby z pustymi rękami nie przyjechać.
I tak; Henio rzuca oponą, ale to raczej opona rzuca nim. W alkogoglach mało kto daje radę biec, ale dziewczyny są lepsze od facetów. Z tego wynika, że kobiety lepiej znoszą stan poalkoholowy niż mężczyźni? Po konkursach udajemy się w stronę wiaty, na część artystyczną …
… i co ? idziemy przecież coś zjeść
Niespodzianka – znowu obiad !
Zespół muzyczny ”Dziadek” gotowy, rozdawaniu nagród, gratulacji i braw nie było końca.
Muzyka, ognisko, fajne towarzystwo, wspólne motocyklistów rozmowy tego nie zapłacisz kartą Visa.
Kilka osób rozpoznałam po nickach z forum i to było urocze i zaskakujące również.
Dzień II - sobota – Pogoda wciąż dopisuje. Gorzej z porannym wstawaniem, wyjazd przesunięty o pół godziny. I… znowu jemy, pyszne śniadanko, gorąca zupka na śniadanie – nowość, ale jak kto lubi? Do wyboru do koloru. Najchętniej spożywane produkty, to te mokre.
Dzisiaj zaplanowana długa trasa.
Najpierw jedziemy, jedziemy i jedziemy motocyklami, jakieś 120 km, niektórzy już troszeczkę przysypiają za kierownicą, chce się nam pić i do toalety. Docieramy na miejsce, jest to niewielki dworzec kolejki wąskotorowej, pakujemy się do wagoników. Atrakcja nie za ciekawa, ale odpoczynek się należy po nieprzespanej nocy. Snujemy się po wagonikach, rozmawiamy, przysypiamy, robimy zdjęcia (tzn. ja robię ) od czas do czasu wybuch śmiechu, bo ktoś opowiada dowcipy. Jeździmy sobie bez celu tam i z powrotem, ale jest bardzo przyjemnie i beztrosko.
A teraz, chyba już wiecie, co będzie – JEDZENIE. Wtryniamy obiad, ocieramy gęby i w trasę.
Docieramy do Wioski Dziecięcej w Kraśniku.
Bardzo ciepłe przyjęcie ze strony Pana Dyrektora Wojciecha Czepczyńskiego. Pytania z naszej strony nie pozostają bez odpowiedzi. Jesteśmy mocno poruszeni i zainteresowani funkcjonowaniem „wioski”. Część oficjalną zakończyliśmy i w końcu poznajemy urocze dzieciaki. „Dzieciska” podają każdemu przygotowany poczęstunek (kiełbaskę) prześcigając się przy tym mocno. Przekazujemy na ręce Pana Dyrektora symboliczny prezent od Leśnej Jazdy w postaci czterech rowerów, które będą przeznaczone na nagrody dla najbardziej aktywnych i najlepszych uczniów. Dzieci również otrzymują od nas drobne prezenty. Te mniejsze bardzo się cieszą, jak to dzieci, jeden drugiemu zagląda do torby, kto co otrzymał, a tak są tym zajęte, że nawet nie widzą ile im zdjęć zrobiłam. Ale to wszystko nic , w porównaniu do tego co je czeka na koniec naszego pobytu. No i zaczyna się… przejażdżki na motocyklach. Co za radość, dzieci ustawiają się najpierw w kolejce, za chwilę już kolejki nie ma, kto pierwszy ten lepszy. Już nawet po dwoje koledzy wożą. Moim pupilem okazał się chłopiec o imieniu Serafin (urocze prawda?), aż trzy razy go woziłam, a radości przy tym było, że ho ho. Później słyszałam jak się kolegom chwalił, że Pani go trzy razy powoziła. Tym jazdom chyba nie było by końca, ale musieliśmy się już pożegnać. Dzieciaki zrobiły na nas niesamowite wrażenie, wspomnę tu o Sebastianie – fotografie, jaki był dumny ze swojej funkcji.
Dosyć zmęczeni dotarliśmy do bazy, ale znowu szybkie ogarnięcie się i powrót pod wiatę, oczywiście coś ZJEŚĆ i w dalszym ciągu intensywna integracja.
Nie ma dzisiaj kapeli, ale za to jest ognisko, jedna gitara i trzech, czy czterech gitarzystów. Śpiew, śmiech, zabawa nie ma końca. Jedynie miała koniec gitara, ponieważ porwały się jej struny.
Zwlekamy ile się da, żeby jeszcze nie kończyć tak wspaniałej imprezy, ale każdy zdaje sobie sprawę, że jutro ma przed sobą ileś kilometrów do pokonania. Ze smutkiem rozstajemy się o brzasku i umawiamy się na przyszły rok obojętnie gdzie, ale razem.
Dzień III – niedziela - Tu już niewiele napiszę, śniadanie i pożegnania, pożegnania, pożegnania.
Porównując nasz zlot branżowy ze zwykłymi zlotami motocyklowymi chcę zaznaczyć, że my tutaj rozmawiamy w dwóch dobrze nam znanych językach tzn. motocyklowym i leśnym, chociaż powiem, że o sprawach zawodowych mówiło się bardzo mało, i dobrze, każdy to zostawił gdzieś tam u siebie.
Osobiście cieszę się z poznania nowych interesujących ludzi pełnych pasji, takich jak np. fajczarz Zbyszek. Krasowi dziękuję za super rozmowę, Asi i Mariuszowi za miłe towarzystwo (już drugi raz), Gajowy trochę mnie jak zwykle przezywał, ale takim jak on się wybacza, Piotrek O. - wiemy o czym mówię, „Zuzia” z Gniezna (nie wiem jak ma na imię) bardzo ciekawa osobowość, i wiele innych osób, których imion, rzepraszam, nie pamiętam.
Mam nadzieję, że podobnie jak ja, wszyscy bawili się przednio. Pogoda nam dopisała, nie wspomnę o JEDZENIU, a raczej dużo JEDZENIU.
Jeszcze raz dziękuję organizatorom za przygotowanie tak udanego Zlotu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Leśna Jazda Strona Główna -> Kronika Leśnej Jazdy Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin